13:47

Denko - jesień / zima.

Denko - jesień / zima.

Witajcie!

Nie wiem dlaczego, ale gdy kończę jakiś kosmetyk, czuję radość :D Nawet jeśli jest to produkt, który uwielbiam. Cieszy mnie torba pełna ,,pustaków". Czy tylko ja tak mam? :D

Eveline Cosmetics, Art Scenic - korektor - był okej, ale przy większych cieniach pod oczami średnio sobie radził.                                                                                                                                   Farmonaa, Tutti Frutti - balsam do ust - oj, tutaj było wielkie rozczarowanie. Myślałam, że produkt będzie pięknie pachniał, tak jak peelingi do ciała z tej serii, a tu... chemiczny zapach, nawilżenia nie było.                                                                                                                                                        Hean, Mattense - szminka - hmm... nie była zła, trzymała się długo na ustach, wytrzymywała kilka posiłków, trzymała się pod maseczką, ale... po kilku godzinach robiła się twarda. Serio, na ustach miałam skorupę.                                                                                                                                    Astor, Perfect Stay Perfect Fabolous - szminka matowa - była mega trwała, wytrzymywała posiłki, picie, pod maseczką, nie rozmazywała się. Schodziła równomiernie, nie tworzyła ciężkiej warstwy na ustach.                                                                                                                                                L'Oreal, True Match - podkład - z podkładami tej serii jest różnie. Albo mamy big love albo big hate. Może to zależy od stanu skóry... Niemniej jednak wracam do tego produktu co jakiś czas.                      Missha M, Perfect Cover - krem bb - byłam bardzo pozytywnie zaskoczona! Zwykle kremy bb kryją dość słabo, a tutaj było inaczej: krycie jest duże. Bez problemu można zakryć różne niedoskonałości, można budować krycie. Wykończenie kremu jest matowe, ale nie jest to taki mocny mat, niemniej jednak nieraz nie używałam pudru. Dla mnie to must have na lato!                                                    Lovely, Holo Stick - rozświetlacz w sztyfcie - bardzo ładny kolor, świetny błysk, ale niestety produkt nieraz ścierał podkład.

Eveline Cosmetics, Volumix Fiberlast Ultra-Lengh, Curl Up - tusz do rzęs -  uwielbiam go, to już moje któreś opakowanie i nie ostatnie! Świetnie rozdziela, wydłuża, pogrubia rzęsy.                                Eveline Cosmetics, Volumix Fiberlast Ultra False Lash Effect - tusz do rzęs - nie polubiłam się z tym tuszem przez szczoteczkę, która zbierała zbyt dużo produktu, rzęsy były poklejone...                    Rimmel, Extra Super Lash - tusz do rzęs - oj, niestety nie polubiliśmy się. Tusz strasznie sklejał rzęsy.                                                                                                                                                 Maybelline, Lash Sensational Waterproof - tusz do rzęs - był okej, średnio wydłużał rzęsy, ale nie był to efekt wow, niemniej jednak od tuszu wodoodpornego oczekuję w sumie tego żeby po prostu przetrwał pływanie w basenie.                                                                                                                    Maybelline, One By One - tusz do rzęs - jak dawniej go uwielbiałam, tak teraz nie było takiej miłości. Rozdziela rzęsy, lekko wydłuża, ale bez rewelacji.

Cuccio, Colour Veneer - primer bezkwasowy, płyn odtłuszczający - działały jak powinny, nie ma co tu się rozpisywać :D                                                                                                                                Garnier - regeneracyjny krem do rąk - mój ulubieniec! Nawilża, regeneruje, nie lepi rąk.                Silcare - krem do rąk - ładnie pachniał i porządnie nawilżał.                                                            Mistero Milano - pilniki do paznokci - jedne z lepszych, jakie używałam!

Biotanique Ecoloqic - regenerujący żel do higieny intymnej - dobrze mył, nie podrażniał.                    Fa, Magic Oil, Blue Lotus - żel pod prysznic - przyjemnie pachniał, ale nie porwał mnie ten zapach. Dobrze mył, nie wysuszał skóry.                                                                                                               Nivea, Dry Comfort - dezodorant w kulce - świetnie chroni, nie podrażnia skóry, nawet zaraz po depilacji.                                                                                                                                                Eveline Cosmetics, 8w1 - krem do depilacji - działa jak powinien, nie podrażnia, nie uczula.        Eveline Cosmetics, Just Epil, Argan Oil - krem do depilacji - jw.                                                        Pasty do zębów - lubię je, za to że spełniają swoje zadanie.

L'Biotica - rozświetlające płatki pod oczy - w sumie to nic nie robiły.                                                Avellia - płyn micelarny w chusteczce - super zmywa makijaż, należy się im osobny post.                  Dermedic, Sunbrella - krem z filtrem 50+ - nie bieli twarzy, nie jest tłusty, nadaje się pod makijaż. Soraya, #Foodie Melon - maseczka nawilżająca - nawilżyć nawilżała, ale była tłusta i lepka.

Oh, My Sexi Hair, Shine&Silky - maska do włosów - po użyciu włosy są lśniące i miękkie!        Goldwell, Kerasilk - próbki - nie widziałam jakiś efektów, ale wypróbuję pełnowymiarowe wersje.

No i to byłoby na tyle. Które z produktów znacie / lubicie / nie lubicie? :)

Wybaczcie za ten ,,rozjechany" tekst, ale nie wiem dlaczego tak się stało :(

23:38

Biotanique, Active Hydrating Sheet Mask - maska nawilżająca.

Biotanique, Active Hydrating Sheet Mask - maska nawilżająca.

Witajcie!

Jesteście tutaj jeszcze? Nie było mnie długo, a to praca, a to inne obowiązki, które spadały na mnie, a to straciłam wenę. Miałam już nie wracać, ale zatęskniłam. I powracam. Chcę regularnie pisać, bo sprawia mi to ogromną przyjemność. Piszę teraz i się cieszę, serio! Także odwiedzajcie bloga, instagram, tam również recenzuję kosmetyki, mam zamiar się rozkręcić :) 

No to bierzcie kubek kawy albo herbaty i czytajcie :)

Opis produktu:

Aktywnie Nawilżająca Maska na naturalnej Tkaninie na bazie czystego soku z aloesu to prawdziwa bomba nawilżenia dla skóry. Po zabiegu cera staje się wyjątkowo gładka, elastyczna i rozświetlona.

Sok z Liści Aloesu to multifunkcyjny naturalny składnik aktywny, który intensywnie koi, odżywia i nawadnia skórę oraz wspiera jej naturalną zdolność do utrzymania odpowiedniej hydrorównowagi.

Oddychająca, hipoalergiczna, naturalna tkanina to połączenie 100% bawełny z unikalnym, roślinnym Tencel®. Doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania.

Fundamentem kosmetyków Biotaniqe jest pro.aQua – oczyszczona woda z technologią probiotyczną, która wspiera pożyteczną mikroflorę skóry, wzmacnia jej naturalną odporność oraz chroni.

Cena:

8,79 zł

Opakowanie:

opakowanie to po prostu saszetka, typowa dla maseczek. Łatwo się otwiera, ładna szata graficzna,        na odwrocie znajdziemy potrzebne informacje.

Skład:

Aqua Purificata, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Butylene Glycol, BIS-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Methylpropanediol, Trehalose, Lactobacillus Ferment Lysate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Urea, Sodium Hyaluronate, Glucose, Sodium Lactate, Fructose, Caprylyl Glycol, Glycerin, Pentylene Glycol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Polysorbate 20, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Allantoin, Maltose, Sodium PCA, Citric Acid, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Phenoxyethanol, Sodium Hydroxide, Sodium Chloride, Tromethamine, Tetrasodium EDTA, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum.

Dostępność:

Maskę znajdziemy w Rossmannie

Moja opinia:

Maska to po prostu maska w płachcie (kto by się domyślił, skoro jest informacja na opakowaniu). Tkanina jest dobrze nasączona, nie spływa, ale ja zawsze przed nałożeniem na twarz, lekko wyciskam nadmiar i wklepuję na szyję. Maska jest dość duża na mnie, ale nie zdziwiło mnie to, bo na moją twarz każda maska jest duża :D

Jeśli chodzi o zapach to pachnie ładnie, przyjemnie i delikatnie. I dobrze, bo intensywny zapach na twarzy jest denerwujący.

Nie czułam żadnego mrowienia, czy jakiegoś nieprzyjemnego uczucia. Po ściągnięciu skóra nie była ściągnięta, ale lekko zaczerwieniona. Na szczęście po kilku minutach twarz była ,,normalna". 

Zauważyłam, że skóra była promienna, nawilżona. 

 

Podsumowując: Byłam zadowolona z efektów i z pewnością powrócę do tego produktu.

 

Znacie tę maskę, używaliście?

17:30

Douglas, Collection Hair, True Volume, Ginger & Aloe Vera, Volumizing Jelly Mask - maska do włosów.

Douglas, Collection Hair, True Volume, Ginger & Aloe Vera, Volumizing Jelly Mask - maska do włosów.

Witajcie!

Lubię dbać o włosy, mniej więcej wiem jakie składniki lubią moje włosy. Dlatego chętnie próbuję różne ,,włosowe" produkty. Na wstępie zaznaczę, że mam włosy średnioporowate :)

Opis produktu:

Zadbaj o objętość włosów z Douglas Collection Hair True Volume.
Specjalna formuła łączy w sobie siłę wyciągów z białego imbiru i aloesu, nadając włosom fakturę , kształt i objętość. Volumizing Jelly Mask nadaje włosom objętość od korzeni oraz elastyczność i lekkość. Ułatwia rozczesywanie. Aby uzyskać najlepsze efekty używaj z całą gamą produktów True Volume od Douglas Collection Hair.

Cena:

9,00 zł / 39.90 zł

Pojemność:

20 ml / 150 ml

Skład:

Aqua, Stearamidopropyl Dimethylamine, Lactic Acid, Hydroxyethylcellulose, Glycerin,
PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Benzyl Alcohol, Panthenol, Sodium Benzoate,
PPG-3 Myristyl Ether, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Limonene, Linalool, Zingiber Officinale Root Juice, Citral, BHT, Potassium Sorbate

Opakowanie:

 

saszetka, typowa dla maseczek.

Konsystencja:

gęsta, żelowa. Łatwo się nakłada na włosy.

Efekt:

Maskę nakładałam na umyte, mokre włosy. Oczywiście na długość, czyli od ucha w dół. Dzięki ,,galaretkowatej" konsystencji łatwo się rozprowadza na włosach. Niewątpliwym plusem jest przyjemny zapach, który niestety się spłukuje, ale przez te kilka minut jest miło :)

Po spłukaniu włosy są mega gładkie. Po wyschnięciu są błyszczące, sypkie, wyglądają zdrowo i ogólnie pięknie. 

Niestety nie zauważyłam zwiększenia objętości, ale mnie to nie zdziwiło, bo chyba żaden produkt nie daje rady zwiększyć objętości moich włosów.

Włosy nie były obciążone, posklejane czy przetłuszczone.


Używacie maski do włosów? Jakie najchętniej wybieracie?

00:01

Fresh, Lotus Youth Preserve Moustizer - krem do twarzy.

Fresh, Lotus Youth Preserve Moustizer - krem do twarzy.

Witajcie!

Dzisiaj przedstawię krem, który miałam przyjemność testować, dzięki Sampleo. Oczywiście fakt, ten nie wpłynął na moją opinię :)

Opis produktu:

Lotus Youth Preserve Face Cream to krem nawilżający, który chroni skórę przed pojawieniem się pierwszych zmarszczek. Idealny do codziennego stosowania, zapewniający długotrwałe, intensywne nawilżenie na bazie lotosa. Bardziej gładka, sprężysta, promienna i nawodniona skórę.

Krem w nowej ulepszonej formule. Do kremu dodano ekstrakt z liści karambola, który działa wygładzająco na powstałe linie.

Krem na dzień Lotus Face Cream jest idealny dla wszystkich rodzajów skóry.

GOOD FOR A BETTER PLANET
Ekologiczne opakowanie i / lub składniki pozyskiwane w sposób zrównoważony

Pojemność:

15 ml, dostępna jest również wersja 50 ml

Cena:

95 zł, większy format kosztuje 245 zł

Składniki:

Aqua (Water), Glycerin, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Pentylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Trigliceride, Cetearyl Isononanoate, Betaine, Steareth-21, Nelumbo Nucifera Extract, Citrus Lemon (Lemon) Peel Oil, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Averrhoa Carabola Leaf Extract, Tocopherol, Silica, Behenyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Sorbitol, Dimethicone, Sodium PCA, Carbomer, Caprylyl  Glycol, Butylene Glycol, Tromethamine, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Laurolyl Lysine, Adenosine, Glucose, Tetrasodium EDTA, Sodium Metabisulfite, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Limonene, Citral <14206/A>

Konsystencja:

konsystencja jest idealna! Lekka, ale nie jest jakaś płynna, jak to czasami bywa. Nie jest też zbyt gęsta. Po prostu idealna.

Opakowanie:


Produkt jest zamknięty w słoiczku, z nakrętką, dodatkowo zabezpieczony jest plastikową nakładką. Słoiczek ukryty jest w kartonowym pudełeczku, na którym znajdziemy potrzebne informacje.

Kremu używałam codziennie rano i wieczorem, czasami tylko wieczorem, kiedy o poranku nie miałam czasu, by nałożyć jeden krem, a potem krem z filtrem. Swoją drogą to nie wiem czy tak można robić, ale nic mi się nie dzieje :D

Krem bardzo szybko się wchłania, więc jest idealny pod makijaż. Dodatkowo może służyć jako baza, ponieważ zgrywa się z podkładem. 

Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że wygładził skórę, nie mam zmarszczek, więc co do wygładzania ich się nie wypowiem. Skóra jest napięta, promienna i wyraźnie nawilżona. Naprawdę widać poprawę nawilżenia.

Mimo, iż jest to mała wersja krem jest wydajny.


Znacie ten produkt, tę markę? :)

13:44

Fresh, Kombucha Cleansing Treatment - płyn do demakijażu.

Fresh, Kombucha Cleansing Treatment - płyn do demakijażu.

Witajcie!

Pomińmy fakt, że nie było mnie od kwietnia. Pochłonęła mnie praca, pisanie pracy licencjackiej i nauka na studia. Ale skończyłam studia, więc mam więcej czasu. Obiecuję, że już nie zniknę na tyle :)

Od rozpoczęcia pandemii, czyli ponad rok nie robię makijażu codziennie. Tzn. oczy i brwi maluję codziennie, ale twarzy już nie. Zwykle raz na tydzień, czasami dwa razy, a przy tych upałach to jeszcze rzadziej. 

Owy produkt miałam okazję przetestować, dzięki akcji testerskiej na Sampleo :)

Opis produktu:

Kombucha Cleansing Treatment to produkt pielęgnacyjny do mycia twarzy bez spłukiwania na bazie kombuczy, który usuwa zanieczyszczenia, makijaż (nawet maskarę), ślady skażonego środowiska i krem przeciwsłoneczny, jednocześnie wzmacniając mikroflorę (naturalny mechanizm obronny skóry) probiotyczną inuliną, by zachować równowagę epidermy. Jego formuła wzbogacona kombuczą (antyoksydant) zwęża pory i wygładza strukturę skóry, nadając jej promiennego wyglądu. 

Korzyści?
- Usuwa zanieczyszczenia, makijaż, wpływ skażonego środowiska i krem przeciwsłoneczny
- Dostarcza skórze probiotycznej inuliny i zachowuje jej równowagę
- Nadaje skórze promienny wygląd
- Zmniejsza widoczność porów i wygładza strukturę skóry

 

Więcej o produkcie przeczytacie TUTAJ.

Pojemność:

75 ml (dostępna jest również większa pojemność 200 ml)

Cena:

129 zł - większa wersja 265 zł

Składniki:

Aqua (Water), Propanediol, Glycerin, Pentylene Glycol, 1,2,Hexanediol, Saccharomyces/Xylinum/Black Tea Ferment, Sapindus Mukorossi Pel Extract, Decyl Glucoside, Inulin, PEG, 40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Citrate, Citric Acid, Fructose, Parfum (Fragrance), Sodium Benzoate, Sodium Metabisulfite, Potassium Sorbate

Opakowanie:

Płyn jest zamknięty w plastikowej butelce, zamykanej na zatrzask. Dodatkowo butelka jest zamknięta w kartonik. Podoba mi się szata graficzna - jest taka naturalna :)

Produkt dobrze zmywa makijaż, nawet wodoodporny, bez problemu domywa krem z filtrem, ze zmywaniem którego niektóre płyny miały problem - tutaj nie było najmniejszego problemu. Zwykle płyny do demakijażu musimy zmywać, a tego nie trzeba. Pozostawia twarz świeżą, oczyszczoną i wygładzoną. 

Nie musimy się obawiać uczucia ściągniętej skóry, tłustej czy lepkiej warstwy. 

Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że skóra jest bardziej promienna, a pory były mniej widoczne. 

Dużym plusem jest również fakt, iż płyn nie podrażnia oczu, a mnóstwo produktów niestety to robi. 

Jeśli chodzi o wydajność to nie było źle, ale z pewnością nie jest to bardzo wydajny płyn.

Podsumowując: Gorąco polecam ten płyn, idealnie się sprawdzi podczas wyjazdów, ponieważ mniejsza wersja bez problemu zmieści się do kosmetyczki, zmyje makijaż i oczyści twarz, bez konieczności używania żelu do mycia (chociaż ja zwykle i tak używałam żelu). 

Miałyście okazję używać tego płynu? Chętniej sięgacie po płyny czy olejki do demakijażu?

13:50

Denko styczeń/luty.

Denko styczeń/luty.

Witajcie!

Właśnie zobaczyłam, że ostatnie ,,pustaki" pokazywałam w listopadzie i były to zużycia z września i października. Zdjęcia z poprzednich miesięcy usunęłam przez przypadek... Dlatego pomijamy listopad, grudzień, a przechodzimy do stycznia i lutego, bo wkrótce trzeba pokazać marcowo/kwietniowe zużycia :D

Avon, Apple&Cinnamon - płyn do kąpieli - zapach średni, dobrze się pieniło, ale butelka była strasznie twarda i wydobycie produktu to był wyczyn.                                                                                 Dove, Deeply Nourishing - żel pod prysznic - pięknie pachnie, nawilża. Więcej o nim przeczytacie TUTAJ.                                                                                                                                                          Colway, Colaceum - wosk do ciała - wielofunkcyjny produkt, byłam zadowolona. Więcej TUTAJ         Tutti Frutti - masło do ciała - pięknie pachniało, nieźle nawilżało, szybko się wchłaniało.            Adidas, Get Ready - dezodorant - super się sprawdził. Pisałam o nim TUTAJ.                                        Isana - olejek pod prysznic dawniej używałam go do mycia pędzli, gąbek, ale wolę delikatne mydło dla dzieci, więc olejek użyłam pod prysznic, ale to nie to.          

      

Listerine, Advanced White - płyn do płukania ust - odświeżał, lekko wybielał zęby, przy regularnym używaniu.                                                                                                                                                       Noble Health, Get Slim - niestety spowodowały u mnie problemy żołądkowe :(                                    Eco Dental - pasta do zębów -troszeczkę wybielała, ale była okropna w smaku.                            Colodent, Colgate, Aquafresh - pasty do zębów - dobrze myją, odświeżają.

Eveline Cosmetics, Celebrities - eyeliner - dobry pędzelek, trwały produkt.                                    L'oreal, Infalible - puder - dobry do poprawek w ciągu dni.                                                               Jimmy Choo, Ilicit - woda perfumowana - piękny zapach, dość trwały.                                               Avon, Attraction Sensation - woda perfumowana - ładny zapach, bardzo trwały.                            L'oreal, Bambi Eye Fals Lash - tusz do rzęs - na początku mnie nie zachwycił, ale jak troszeczkę przyschnął polubiłam go. Rozdzielał i wydłużał rzęsy.                                                                                 Oillan, Winter - balsam do ust - ani nie nawilżał, ani nie chronił, nic nie robił.                                        Eveline Cosmetics, Volumix Fiberlast - tusz do rzęs - świetnie rozdziela i wydłuża rzęsy. Tani i świetny                                                                                                                                                            Inglot, HD Freedom System - rozświetlacz - kupiłam go z Elle, albo z Glamour :D świetnie napigmentowany, trwały. Super!                                                                                                            Avon - kredka do oczu - ma kilka lat, więc wyrzucam, nawet nie pamiętam czy ją lubiłam.    

Isana Professional, Oil Care - odżywka - tania i świetna! Włosy były miękkie, błyszczące               Garnier Fructis, Aloe Hydra Bomb - szampon - dobrze mył, ale nie było wow, ot zwykły szampon. Nature Box, Coconut Oil - szampon - świetnie myje, oczyszcza, przyjemnie pachnie.                        Avon, Advanced Techniques - spray termoochronny - trochę sklejał włosy. Dawniej go lubiłam, więc może był już stary.                                                                                                                                       Isana - olejek do włosów - wygładza włosy, nie pozostawia tłustego filmu, nadaje blask, zabezpiecza końcówki.

Ziaja, Ulga - płyn micelarny - dobrze zmywa, nie podrażnia oczu.                                                    Alterra - płyn micelarny z żurawiną - dobrze zmywa makijaż, niestety szczypie w oczy.            BeBeauty, Micellar - żel oczyszczający - dobrze myje, nie podrażnia.                                                    Dada - płatki kosmetyczne - są duże, więc są wydajne, nie rozwarstwiają się.

Skin 79, All That Black - maska w płachcie - oczyszczenia nie zauważyłam, ale naprawdę porządnie nawilżyła twarz.                                                                                                                                L'Biotica - maska kolagenowa - nawilża, pozostawia twarz gładką, promienistą.                            Perfecta, Ice Patch - lodowe płatki pod oczy - przynoszą ulgę, po całym dniu spędzonym przed komputerem.                                                                                                                                        Eveline, Hydra Detox - maseczka - oczyszcza, ale niestety jest to krótkotrwały efekt.                    Eveline, Hyaluron Expert - maseczka - nic nie zrobiła.                                                                        Garnier, Volcano Mask - maseczka - również nic nie zrobiła. Nałożyłam, to nałożyłam, a jakbym nie robiła to też by było :D                                                                                                                       Perfecta, Oczyszczanie - peeling - super oczyszczał, pozostawiał skórę matową.                            Pilaten - maska na usta - nawilżyła, wygładziła usta.                                                                            Rival de Loop - maseczka nawilżająca - może i nawilżyła skórę, ale była strasznie lepka.

Miodowa Mydlarnia, Trawa Cytrynowa - balsam do rąk - średnio nawilżał, dłonie były lepkie.        Garnier, Intensywna Pielęgnacja - krem do rąk - szybko się wchłania, mega nawilża, jest wydajny. Evree, Instant Help - krem do stóp - nawilża, efekt utrzymuje się długo, oczywiście przy regularnym używaniu.                                                                                                                                            Travella Kids - chusteczki odświeżające - pozostawiają skórę lepką, dlatego używałam je do czyszczenia ... butów :D                                                                                                                            Labo Beauty - chusteczki z płynem antybakteryjnym - dobre do przemywania telefonu, laptopa, klamek, pilotów itp. Nie zostawiają smug.

Silcare, Nailo - aceton - spełnia swoje zadanie.                                                                                    Indigo - baza proteinowa - wzmacnia paznokcie, jest mega wydajna.                                                    Sally Hansen, Nailgrowth Miracle - odżywka - wzmacnia paznokcie, ale nie rosną szybciej.           Golden Rose, Express Dry, nr 03 - lakier - dobrze kryje, szybko schnie. Jak na moje paznokcie był dość trwały.                                                                                                                                                Rimmel, Rita Ora nr 408 Peachella - lakier - był bardzo trwały, dobrze krył.                                          Rimmel, Rita Ora nr 860 Bestival Blue  - lakier - j.w.                                                                              Maybelline, Color Show nr 349 Power Red - lakier -   był trwały.                                                     Lovely, Exotic Color nr 3 - lakier - był trwały.                                                                                          Hean, I love Hean nr 880 - lakier - nawet trwały. Całkiem dobrze krył.                                                    Hean, I love Hean nr 881 - lakier - j.w.                                                                                                      Eveline, Mini Max nr 047 - lakier - zwykły lakier, ani jakiś trwały, ani nietrwały.                                    Eveline, Mini Max nr 140 - lakier - j.w.                                                                                                      Wibo, Glamour Satin nr 2 - lakier - był trwały, ładnie wyglądał na paznokciach.

 

Które z tych produktów znacie, używałyście? :)

13:59

Maybelline, The Colossal, Go Extreme Leather Black - tusz do rzęs.

Maybelline, The Colossal, Go Extreme Leather Black - tusz do rzęs.

Witajcie!

Za dwa dni wiosna, a pogoda zimowa. Rano był mróz, co jakiś czas ,,posypuje" śnieg. Czekam na ocieplenie, bo ile można... 

Uwielbiam tusze Maybelline, no prawie wszystkie, poczytajcie poniżej czy ten tusz również polubiłam.

Opis produktu:

Mascara z podwójnie wyprofilowaną, tradycyjną szczoteczką, która zwiększa objętość rzęs i rozdziela je. Tusz na rzęsach utrzymuje się cały dzień, nie osypuje się i nie kruszy. Zapewnia to zjawiskowy makijaż oka przez cały dzień, bez konieczności poprawek.

Pojemność:

 9,5 ml

Cena:

 ok. 30 zł

Opakowanie:


opakowanie typowe dla tuszy tej marki. Oczywiście są inne (buteleczki?), ale na słowo tusz Maybelline właśnie takie opakowanie widzę przed oczami.

Szczoteczka:


z włosia, gruba, ale nie przeszkadza w malowaniu. Włoski są gęsto rozmieszczone, przez kształt szczoteczki bez problemu dotrzemy do kącika oka.  

Moja opinia:

Tusz nie odbijał się na powiekach, co jest wielkim plusem. Długo był świeży, nie zasychał. Rzeczywiście kolor był mocno czarny. Tusz nie osypywał się, nie rozmazywał.

Efekt:


Jak widzicie rzęsy są lekko wydłużone, leciuteńko pogrubione. Jak nakładałam więcej warstw to rzęsy się sklejały. Mnie taki efekt nie do końca odpowiada, bo wolę mocno pogrubione rzęsy, ale nie jest najgorzej. Wiem, że wiele osób było zachwyconych, także warto wypróbować na własnych oczach. 

Używałyście tego tuszu? :)

20:47

A-Derma, Phys-AC, Gel Moussant Purifiant - żel oczyszczający do mycia twarzy.

A-Derma, Phys-AC, Gel Moussant Purifiant - żel oczyszczający do mycia twarzy.

Witajcie!

Za oknem wiosna - w końcu jest ciepło, chociaż rano, gdy wychodzę z domu jest zimno, jak wracam po 15 to jest gorąco... Niestety od piątku ma się zrobić zimno i możliwe, że będzie śnieg... Echh...

Dobra, prognoza pogody za nami, więc przejdźcie niżej :D

Opis produktu:

Żel oczyszczający do mycia, skoncentrowany na bazie składników aktywnych pochodzenia roślinnego. Delikatnie oczyszcza i myje tłustą skórę skłonną do trądziku, bez jej wysuszenia. Nie szczypie w oczy. Fizjologiczne pH, nie powoduje powstawania zaskórników(niekomedogenny).

Nie zawiera mydła, ma biodegradowalną formułę.

Stosować za zwilżoną skórę rano i wieczorem, obficie spłukać, a następnie osuszyć.

Pojemność:

200 ml

Cena:

ok. 35 zł

Składniki: 

Water (Aqua), Sodium Cocoamphoacetate, Sodium Cocoyl Glutamate, Peg-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Chloride, Avena Sativa (Oat) Leaf/Stem Extract (Avena Sativa Leaf/Stem Extract), Caprylyl Glycol, Ceteareth-60 Myristyl Glycol, Citric Acid, Coco-Glucoside, Fragrance (Parfum), Glutamic Acid, Glyceryl Oleate, Glycyrrhetinic Acid, Green 6 (Ci 61570), Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Sodium Benzoate, Tocopherol.

Zapach:

pachnie bardzo przyjemnie, jest to delikatny zapach - idealny do kosmetyków do twarzy.

Opakowanie:

plastikowa butelka, z zamknięciem na zatrzask. Niech Was nie zmyli kolor - butelka jest przezroczysta, a żel jest zielony. Fajnie, że opakowanie nie jest kolorowe, dzięki temu dokładnie wiemy ile produktu pozostało.

Żel jest bardzo delikatny, także jest idealny do codziennego użytku. Dobrze oczyszcza.                     Przy regularnym stosowaniu skóra była nawilżona i bardziej matowa. Mam mieszaną skórę i żel sprawdził się świetnie. Strefa T była mniej błyszcząca, a dla mnie to wielki plus.

Nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry.

Nie wysuszał skóry, nie podrażniał.

 

Używaliście tego produktu?

Komentując zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych.



Copyright © 2016 Beauty and lifestyle ! , Blogger