14:10

Denko - lipiec.

Denko - lipiec.
Witajcie!

Ale ten czas leci! Niedługo wrzesień i ... jesień. Staram się czerpać jak najwięcej z lata, z tej pięknej pogody. 

Ostatnio super mi idzie zużywanie kosmetyków, ciągle odkrywam nowych ulubieńców :)


Syoss, Hair Reconstruction - szampon - dobrze mył.
Sylveco - balsam myjący do włosów z betuiną - niby to mała próbka, ale jakoś nie polubiliśmy się.
Herba Vita - wcierka - nie zauważyłam przyspieszenia porostu włosów. Nie po niej niestety. 
Stapiz, HA Essence, Aquatic Mask - maska - fajnie nawilżyła włosy, nadała blasku. Kupię pełną wersję.


Wibo, Glamour Sand - lakier do paznokci - lubiłam go za kolor i fakturę, taką piaskową.
Kallos - krem do rąk - średnio pachniał i w sumie to nic nie robił.
Gratia - krem do rąk - niby nie przepadam za tymi kremami, no ale używam ;D Coś tam nawilża, ale bardzo, bardzo lekko.
Michael Kors, Wonderlust - perfumy tester - przecudny zapach! Długotrwały, orzeźwiający, a zarazem kobiecy. Pełna wersja będzie moja!


Skin In The City - żel micelarny 2w1-o tym produkcie napiszę osobną recenzję. Totalnie się zawiodłam.
Holika Holika - żel aloesowy - fajnie odświeża, przynosi ulgę podrażnionej skórze.
Ziaja Med - płyn do demakijażu oczu - nie podrażnia, dobrze zmywa. Pisałam o nim TUTAJ.
Cien - płyn micelarny - dobrze zmywał. 
Isana - płyn micelarny - również dobrze zmywał, nie podrażniał.
Organic Shop - peeling - dobry zdzierak, ale pachniał dość chemicznie.
Garnier, Essentials Hydration - krem - nawilżał, nie uczulał. 


Vianek - krem pod oczy - nie wypowiem się po takiej próbce...
Bielenda - krem matujący - nadawał się pod makijaż, wypróbuję pełną wersję.
Sephora - płatki na wągry - coś tam wyciągnęły.


Płatki kosmetyczne - wszystkie były dobre.
Lilibe - wata - znalazłam w szafce, zużyłam do zmywania paznokci u stóp, ale to była masakra.


Isana - żel pod prysznic - dobrze mył, ale nie powalił mnie zapachem.
Roge Cavailles - płyn do higieny intymnej - dobrze mył, nie podrażniał. Pisałam o nim TUTAJ.
Le Petit Marseillais - olejek do mycia - ładnie pachniał, dobrze mył. Pisałam o nim TUTAJ.
Bielenda - olejek węglowy do mycia - niby nawilżał, ale brudził wannę, płytki i wszystko dookoła.
Nivea - balsam do ciała - niby nawilżał, ale jednak wybiorę tradycyjne balsamy.


Blend-a-med - pasta - dobrze myła i wybielała zęby.
Blend-a-med - pasta - dobrze myła.
Gillette - pianka do golenia - pianki używałam do depilacji nóg - dawała dobry poślizg.
Regenerum - serum do ciała - wspaniałość Pisałam o nim TUTAJ.
Nivea, Fresh Natural - dezodorant - dobrze chroni. Pisałam o nim TUTAJ.
Evree, Max Repair - balsam - fajnie nawilża. 
Ziaja - próbka przeciw rozstępom - za mała, by dała efekty.


Golden Rose - pomadka w  kredce - zapomniałam o niej, była całkiem fajna.
Lovely, Pump Up - tusz do rzęs - tani i dobry.
Gosh, Natural Touch - podkład - nie krył za bardzo, nie matowił.
Ingrid - baza pod makijaż - nic nie robiła.
Maybelline, Dream Satin Liquid - podkład tester - był średni.
Makeup Revolution - korektor - dobrze krył wszelkie niedoskonałości, ale na krótko.
FM MakeUp - kredka - uwielbiam je! Są wodoodporne i trwałe!
Eveline Cosmetics - kredka - była całkiem niezła.


No dobra, to teraz standardowe pytanie: znacie te produkty? Jak Wam idzie zużywanie kosmetyków? :)

13:47

Selfie Project, Shine like a Diamond - nawilżająca maseczka peel-off.

Selfie Project, Shine like a Diamond - nawilżająca maseczka peel-off.
Witajcie!

Uwielbiam maseczki! I te ,,zwykłe" i te w płachcie i te peel-off. 

Obietnice producenta: Nawilżająca maseczka a peel-off #Shine like a Diamond. Głęboko odżywia, wygładza skórę.

Shine Like a Diamond
Nawilżająca maseczka peel-off *Diament* jet niezwykłym połączeniem efektywnego blasku i efektywnego działania. To prawdziwa ulga dla suchej skóry. Intensywnie nawilża cerę, dzięki czemu staje się ona gładka, jędrna i pełna blasku. Kwas Hialuronowy wiąże i zatrzymuje wodę w skórze, chroniąc ją przed przesuszeniem. Marine Algea - algi morskie dogłębnie odżywiają, balansują i delikatnie oczyszczają skórę, zapobiegając powstawaniu niedoskonałości.

Pojemność: 12 ml

Cena: ok. 5 zł

Skład: Aqua, Polyvinyl Alcohol, Alcohol, Glycerin, Polysorbate 20, Sodium Hyaluronate, Fucus Vesiculosus Extract, Xanthan Gum, PEG40 Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Polyethylene Terephthalate, Polyurethane 11, Aluminium Powder, Parfum, Linalool, Cl42090, Cl19140.

Konsystencja: żelowa


Maseczka mieści się w saszetce, ot, takiej typowo maseczkowej. Bardzo spodobała mi się szata graficzna - i kolor i ogólnie wszystko. Jeśli chodzi o zapach maseczki to hmm... ciężko mi określić zapach. W każdym razie jest przyjemny.


Maseczka posiada brokatowe gwiazdki i ogólnie brokat. Pięknie to wygląda na twarzy, zawszę tą maseczkę nakładam wieczorem, bo wtedy najlepiej widać ten błysk. Mam dwadzieścia kilka lat, a w tej maseczce siedzę przy lustrze i się przeglądam :D


Maseczkę nakładam palcami, jakoś tak mi najwygodniej. Jest wydajna starcza na dwa użycia! 
Jest dość lepka. Nie ściąga skóry, nie podrażnia.

Jeśli chodzi o działanie to hmm.. nie nawilża za bardzo, ale skóra jest miękka i gładka. 

Maseczkę trzymałam około pół godziny i był problem z całkowitym zastygnięciem, mimo iż nałożyłam cienką warstwę. Na szczęście dobrze schodziła, nie podrażniała twarzy. Zostało trochę brokatu, ale zmyłam wodą różaną. 

Podsumowując: Nie jest to maseczka ,,och" ,,ach", ale uważam, że jest w porządku i na pewno do niej wrócę :)


Znacie ten produkt? :)
Komentując zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych.



Copyright © 2016 Beauty and lifestyle ! , Blogger